|
Recenzje |
|||||
|
Express Wieczorny Nr 4 26go Stycznia 2003r. Teatr Dramatyczny w Sydney -teatr ludzi dobrej energii Rok temu powstał w Sydney Amatorski Teatr Dramatyczny, do którego trafiła grupa zapaleńców, o których dziś piszę. Dzięki nieporozumieniom z reżyserką tego pierwszego teatru, grupa ta została zmuszona do odejścia, ale na szczęście niepowodzenia to nie zabiło w nich miłości do teatru! Wprost przeciwnie! I w taki to sposób powstał drugi teatr - sierpniu 2002 r. zarejestrowany jako Polski Teatr Dramatyczny w Sydney (Polish Drama Theatre Incorporated) . Ponieważ grupa, która odeszła, stanowiła główną obsadę sztuki Gabrieli Zapolskiej "Moralność pani Dulskiej" - po dobraniu reszty obsady postanowiono nadal grać tę samą sztukę, gdyż jak wiemy jest to bardzo popularny polski utwór sceniczny, którego tematyka (niestety) do dziś jest aktualna. Kołtuneria, podwójna moralność, obłuda, zakłamanie i skąpstwo są cechami nie tylko wykpionej przez Zapolską klasy mieszczańskiej. Do dziś cechy te pokutują we wszystkich klasach społecznych, bowiem zawsze, gdzieś znajdą się przedstawiciele "dulszczyzny". I jak mówi odtwórczyni roli Anieli Dulskiej - Janina Rychcik: "Każda z kobiet może częściowo utożsamić się z tą rolą." A, że wśród australijskiej Polonii istnieje ogromne zapotrzebowanie na przedstawienia w języku polskim, sympatyczna grupa tworząca Polski Teatr Dramatyczny objechała z "Moralnością pani Dulskiej" wszystkie najbliższe Sydney ośrodki polonijne. I tak występowali: w Newcastle, w Marayong, w Canberra (na osiedlu Jana Pawła II), w Cabramatta, w Bankstown i ostatnio, (przy pełnej widowni) w Konsulacie RP w Woolahra. Wszędzie, natychmiast zjednują sobie widownię, która spontanicznie reaguje na każdą rozgrywającą się na scenie sytuację. Bo też grają świetnie! Trudno uwierzyć, że są to amatorzy. Swoje role interpretują przekonywująco - oni są! (na scenie) - postaciami, któree odtwarzają. Nie pokończyli co prawda szkół aktorskich, mają za to ogromną pasję, wrodzone talenty, sceniczne aparycje, dobre głosy i co najważniejsze: mają ogromny zapał - kochają to co robią! A, że warsztatu aktorskiego uczy ich profesjonalistka, wiedzą jak tę swoją pasję przekazać widowni, która bawi się wspaniale! A nawet, jak na ostatnim przedstawieniu w konsulacie RP, w pewnym sensie brała udział w przedstawieniu. Ze względu na warunki sceniczne niedogodne do wystawiania sztuk teatralnych (brak kulis), aktorzy zasiadali w pierwszym rzędzie, czy wchodzili na scenę wprost z sali, co stworzyło specjalny happening teatralny. Każdy ich występ to sukces, przy ogromnych brawach, i kilkakrotnych powrotach na scenę, a po spektaklu publiczność pyta, kiedy wystawią następną sztukę - już niedługo! Na jesieni planują premierę "Lekkomyślnej siostry" Włodzimierza Perzynskiego - sztuki o podobnej tematyce. Główny dramat stwarza w niej jak w "Moralności pani Dulskiej" zakłamanie i fałszywa moralność, a jedyną osobą trzeźwo i uczciwie myślącą i postępującą jest właśnie ta tytułowa "Lekkomyślna siostra". Sztuka również jest kostiumowa i jej akcja toczy się również na początku dwudziestego wieku. Pisząc o kostiumach, nie sposób jest pominąć te wszystkie piękne suknie, w których panie wyglądają oszałamiająco i ubrania, w których panowie prezentują się dystyngowanie (nawet Zbyszek Dulski, powracający z całonocnej balangi!). Te piękne kostiumy cieszą oczy publiczności - dzięki życzliwości i pomocy ludzi z Opera House, oraz praktyczno-fantazyjnym pomysłom członków zespołu! Dekoracje natomiast przygotowują sami, a są to prywatne meble (oprócz pieca!), które z poświęceniem przywożą vanem na każdy spektakl! Dodam, że z pieca naprawdę się dymi! Wiemy, że piec gra w tej sztuce znaczącą rolę: Hanka pali w piecu, a zrezygnowana zaistniałą sytuacją - zasypia przy nim, Hesia i Dulski podkradają schowane na piecu cygara, grzeją się przy nim zmarznięte dziewczynki. Jest więc on punktem centralnym salonu Dulskich. Tej adaptacji sztuki, której dokonała reżyserka Joanna Borkowska-Surućić, towarzyszą też tańce przy akompaniamencie muzyki. Zresztą nie tylko tańce i muzyka sprawiają, że sztukę odbiera się inaczej niż premierowe przedstawienie. Obecna wersja jest bardziej żywiołowa, aktorzy grają nieskrępowani, dają z siebie wszystko. Niewątpliwie jest to zasługa atmosfery panującej w zespole, jak i sym-patyczna osobowość prowadzącej teatr Joanny Borkowskiej-Surućić. Joanna Borkowska-Surućić jest absolwentką Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi. Ukończyła tam wydział montażu filmowego. W Polsce, jeszcze na studiach pracowała w wytwórni filmowej na Chełmskiej w Warszawie i tam zmontowała tuż przed przybyciem do Australii głośny film "Szczurołap" - pokazywany także w Australii w telewizjji SBS. Film ten w 1987 r. zdobył 1 nagrodę na Festiwalu Młodych Filmowców w Gdyni. Również w 87 r. był pokazywany na Sydney Film Festival i dostał 1 nagrodę w kategorii krótkometrażowych. Po przybyciu do Australii Joanna w latach 87 - 88 studiowała w Australijskiej Szkole Filmowej i Telewizyjnej (Australian Film, Television & Radio School) mieszczącej się w North Ryde. Studiowała tam video-montaż. Później pracowała w telewizji SBS jako montażystka, robiła też filmy reklamowo-edukacyjne. Przez rok pracowała dla Yoram Gross Studio. Obecnie prowadzi Polski Teatr Dramatyczny, oraz współpracuje z TV Polish Sydney. Teatr interesował ją od dziecka. Jest profesjonalistką, lecz jednocześnie bardzo skromną osobą, mówiąc o sobie w wywiadzie dla TV Polish Sydney: "Moja zasługa jest drobna, uważam, że jesteście wspaniali, wszyscy mamy pracę, domy, lecz zawsze znajdziemy czas, żeby zrobić coś dla naszej pasji, którą jest teatr." Wymienię kolejnych aktorów, występujących w "Moralności pani Dulskiej": Anielę Dulską gra Janina Rychcik, z zawodu humanistka. Teatr zaistniał w jej życiu już w przedszkolu, gdy zagrała w jasełkach, potem w szkolę była tytułowa rola w "Królowej śniegu", oraz deklamowanie wierszy na szkolnych akademiach. Dziś gra rolę, o którą ubiegały się największe polskie aktorki charakterystyczne - i robi to doskonale. W roli Felicjana Dulskiego – występuje Ryszard Techmański, którego znamy z występów w Radiu SBS, czy Radiu 2000FM. Często opowiadał tam o swojej działalności w Solidarności. W „Moralności pani Dulskiej” co prawda nie wiele mam do powiedzenia przytłoczony zaborczą osobowością swojej małżonki, ale ta jedyna kwestia, którą wygłasza, zawsze wywołuje brawa. Teatr interesował go jeszcze w Polsce – w czasie służby wojskowej zrobił przedstawienie o 1000-leciu państwa polskiego – tak prawdziwe! – że za karę przeniesiono go do innej kompanii! W Australii od kilkunastu lat przygotowuje przedstawienie Męki Pańskiej w klasztorze w Berrima. W postać Zbyszka Dulskiego wciela się Piotr Lemieszek, z wykształcenia lekarz. Na scenie próbuje przez chwilę leczyć chore dusze swojej rodziny, ale widząc, że choroba jest nieuleczalna i sam na nią już zapada – rezygnuje. (W życiu udaje mu się to o wiele lepiej.) Jego Zbyszek jest bardzo przekonywujący w swoim hultajstwie, tym większy plus dla jego aktorstwa. Że w życiu prywatnym jest krańcowo różny! O aktorstwie również marzył od dzieciństwa. Hesię gra Magdalena Wierzbicka. W życiu prywatnym dziewczyna o ciętym dowcipie, idealnie więc pasuje do roli przewodzącej siostry, która szybko uczy się realizmu życia. Też wrodzony talent: jej przyjaciółka gdy dowiedziała się, że występuje w teatrze powiedziała "Nic dziwnego, zawsze byłaś aktorką." Melę gra Marta Zubek-Druć. Właściwie jak sama o tym mówi, trochę jej charakter pokrywa się z charakterem Meli, więc łatwo jej było ją zagrać. Jest idealną odtwórczynią tej naiwnej, dobrej, łagodnej i pełnej współczucia dorastającej panienki. Uważa, że praca w teatrze jest wspaniałą przygodą, rozrywką i niesamowitym doświadczeniem życiowym. Juliasiewiczowa, to specjalna rola, właściwie druga rola po Anieli Dulskiej. Zagrała ją brawurowo bardzo atrakcyjna Ewa Kubeł. Już samo jej wejście na scenę wywołuje oklaski - imponująco prezentuje się w kostiumach z epoki. Gra jak zawodowa aktorka, zawsze marzyła o teatrze; tu znalazła grupę, którą tworzy wspaniały teatr. Hanka - uwiedziona służąca, która jednak umie poradzić sobie z kołtuństwem i potrafi wyciągnąć od skąpej Dulskiej pieniądze potrzebne jej do ułożenia sobie życia - również brawurowo zagrała ją także z Radia 2000FM Beata Rumianek. Prywatnie dentystka. Jak widać nie tylko obdarzona urodą i wyjątkowo pięknym głosem, lecz i talentem dramatycznym! Stworzyła swoją wersję tej postaci. Jej Hanka, początkowo załamana, szybko dochodzi do siebie. Beata dodała do swej roli kilka humorystycznych momentów, które wywołują śmiech na sali (np. scena płaczu). Niezamierzony dowcip również wywołuje uciechę widowni. Na pytanie - Czemu jesteś taka smutna? - z gniewem odpowiada: - Bo mnie zęby bolą! Publiczność znająca jej profesję - pokłada się ze śmiechu. Podobno to wszystko przez nią! Tak przynajmniej twierdzą panie, które tworzą teatr - zostały do niego zwerbowane.... siedząc na dentystycznym fotelu i albo uległy sympatycznej osobowości pani dentystki, albo...po prostu bały się odmówić! Ewa Bury (prywatnie technik dentystyczny) tak opowiada jak została zaangażowana do teatru: - Dentystka spytała się, czy nie zostałabym jej matką chrzestną a ponieważ miałam otwarte usta i nie mogłam mówić, pokiwałam głową, bo bałam się, że mi większy otwór wywierci! W teatrze pracują jeszcze trzy osoby: jest to Stanisław Mikołajski, który pełni funkcję prezesa, sekretarzem jest Felicja Owen, która grała rolę pani Dulskiej na premierze tej sztuki - również doskonale radząc sobie z tą trudną rolą. Skarbnikiem jest Miron Rychcik. Joanna Borkowska-Surućić, oprócz tego, że jest kierownikiem artystycznym jest także vice prezesem. Oczywiście ich praca jest pracą społeczną, robią to ponieważ kochają teatr. Z tą sympatyczną grupą ludzi spotkałam się także na próbie; mimo zmęczenia po pracy (próba odbywa się późnym wieczorem) nastrój był optymistyczny, wszyscy starali się grać jak najlepiej i nikt nie protestował. Obserwowałam także ich reakcję na oglądanie utrwalonego na taśmie video spektaklu. Błędów nie wyszydzali - po prostu mówili: "Tę scenę musimy poprawić." Natomiast każdą dobrze zagraną scenę nagradzali entuzjastycznymi brawami. To było wspaniałe! Nikt nikomu nie zazdrościł - wszyscy cieszyli się z sukcesu kolegów! Dobrze się czują razem i lubią spotykać się także na gruncie prywatnym: razem wychodzić, razem spędzać wolny czas. Jeden z mądrych ludzi wschodu powiedział, że rodzinę nie koniecznie tworzą ludzie, których łączą więzy krwi. Chętnie przyjmą do swojej teatralnej rodziny każdego, kto kochając teatr jak oni - zechce do nich dołączyć. Atmosfera panuje tam wyjątkowo zdrowa (być może dlatego, że głównie należą do teatru pracownicy medyczni!) - o czym przekonała się pisząca te słowa i napełniona dobrą energią po spotkaniach z tą sympatyczną grupą. Tygodnik Polski Nr 1, 15-22 Stycznia 2003r. Teatr i Muzyka Ubiegły rok Konsulat III RP w Sydney kończył dwoma świetnymi imprezami na polu kultury. 6go grudnia Polski Teatr Dramatyczny w Sydney wystawił tam "Moralność pani Dulskiej" w adaptacji i reżyserii pani Joanny Borkowskiej-Surucic. Tytułową rolę zagrała z klasą i dezynwolturą pani Janina Rychcik. Wato podkreślić, że cały zespół aktorów - przecież amatorski - zademonstrował wysoki poziom gry. Każda z postaci tej sztuki istniała na scenie wykreowana własną osobowością, a to ogromny sukces grających, także reżyserii. I tak, elektryzował publiczność żywiołową kreacją syn pani Dulskiej (Piotr Lemieszek), fatalny uwodziciel Hanki (Beata Rumianek), którą doskonale grała kontrastem oszczędnych środków, tłumioną ekspresją osobistej tragedii. Swoisty żywioł reprezentowały obie córki pani Dulskiej (Magdalena Wierzbicka jako Hesia, Marta Zubek-Druć jako Mela), które wniosły wiele wdzięku do tego ponurego dramatu i satyry na kołtuństwo. Kreacją wykwintną i pełną elegancji była postać Juliasiewiczowej (Ewa Kubeł), wnosząca na scenę powiew tamtej epoki. Z tą ekspansywną rolą kontrastuje skupiona matka chrzestna (Ewa Bury), grająca trafnie prostą kobietę z ludu. Wreszcie niełatwe zadanie miał mąż pani Dulskiej, skazany na rolę niemą, zatem na mimikę i gesty, a wybrnął z tego znakomicie. Trudno wyróżnić kogokolwiek - każda z postaci ma swój istotny udział w sukcesie scenicznym tej znanej sztuki Zapolskiej, a nawet aparycje aktorów pasują do określonych ról. Duże brawa należą się wszystkim, a z niecierpliwością czekamy na nową premierę! Marek Baterowicz Express Wieczorny Nr 19 11 maja 2003 Premiera Teatru Dramatycznego w Sydney w Klubie Polskim w Bankstown Polski Klub w Bankstown był miejscem premiery sztuki Włodzimierza Perzyńskiego "Lekkomyślna Siostra" wystawionej 27 kwietnia 2003 roku, przez Teatr Dramatyczny w Sydney. Pomimo ulewnego dnia rodacy z uśmiechem podniecenia zjechali się do klubu, którego scena była (wcześniej) miejscem prób zespołu. Wspaniale było zrelaksować się i przenieść (....) w życie bohaterów "Lekkomyślnej Siostry", odważnie zagranych przez naszych aktorów. Zespół Teatru Dramatycznego w Sydney zasługuje na duże brawa raz jeszcze, za czas i wysiłek włożony w pracę nad sztuką. Stęsknieni za teatrem na żywo widzowie, doskonale się bawili. Wyraźnie widać potrzebę naszej polonii na tego rodzaju rozrywkę. Dobrze więc się składa, że istnieje: "......grupa przyjaciół mająca wspólną pasję, którą jest miłość do teatru i literatury polskiej". Stąd jest nadzieja na kolejne premiery. W imieniu zarządu Klubu Polskiego w Bankstown gratuluję i życzę dalszych sukcesów. Scena klubu jest zawsze do dyspozycji teatru i jest otwarta na wszelką działalność kulturalno-oświatową. Pisząc o polonijnym zespole teatralnym nie mogę oprzeć się pewnej refleksji. Jakakolwiek działalność polonijna nie istniałaby, bez wsparcia finansowego hojnych ludzi. Stąd ukłony szacunku w stronę sponsorów. Izabela Stempień Klub Polski w Bankstown
Tygodnik Polski Nr 17 14 maj 2003 Nowa Premiera Teatr Dramatyczny w Sydney - w reżyserii pani Joanny Borkowskiej-Surucić - wystawił 27 kwietnia "Lekkomyślną siostrę" Włodzimierza Perzyńskiego, młodszego rywala Zapolskiej, jednak uznanego przez krytykę dramaturga. Pisali o nim Tadeusz Boy-Żeleński czy Adam Grzymała-Siedlecki, a dzieła Perzyńskiego ukazały się też w serii Biblioteki Narodowej. Prapremiera "Lekkomyślnej siostry" miała miejsce w Lwowie w r. 1904, a rolę Heleny powierzono słynnej Irenie Solskiej. Warto zauważyć, że prapremiera "Moralności pani Dulskiej" odbyła się dopiero trzy lata potem (w 1907 r.). O tym porządku chronologicznym wypada pamiętać, gdyż niektórzy krytycy teatralni nazwali postać Heleny "wyrafinowaną i bardziej skomplikowaną Dulską". A Perzyński nie mógł przecież mieć przed sobą modelu pani Dulskiej! Atmosferę "dulszczyzny" (termin ukuto później!) łowił jednakże w otaczającej go rzeczywistości. Inny jest też temat jego "Lekkomyślnej siostry". Komedia to znakomita, balansująca między realizmem a krzywym zwierciadłem rzeczywistości, niekiedy o cechach farsy. Świetne wyczucie formy, błyskotliwe dialogi to fundamenty dobrej komedii i gwarancja zabawy publiczności. Intrygę odkryje sam widz. Po studiach filozoficznych na Uniwersytecie Jagiellońskim, Perzyński studiował język i literaturę włoską we Florencji w latach 1899 - 1901. Teatralną tradycję antyku kontynuowano zwłaszcza we Włoszech, a jak wielkie jest bogactwo włoskiego teatru ilustruje dobrze choćby dwutomowa edycja jego dorobku (blisko tysiąc stron!), a obejmująca zaledwie okres od początków do wieku XV-tego. Ale i w Paryżu studiował Perzyński literaturę i bywał w teatrach, gdzie na przełomie XIX/XX wieku kiełkuje już teatr absurdu Alfreda Jarry i jego "Króla Ubu", przebijając naturalizm "sceny wolnej" Antoine'a. Po powrocie do kraju Perzyński zamieszkał w Krakowie. Był w redakcji pisma "Głowa Narodu" i zasłynął jako świetny felietonista, a współpracował też z satyrycznym periodykiem "Liberum Veto". Pisał wiersze i oczywiście utwory teatralne. Sydnejska premiera "Lekkomyślnej siostry" to ogromny sukces całej trupy i wyrafinowanej reżyserii i scenografii pani Joanny Borkowskiej-Surucić, znanej już z kapitalnej inscenizacji "Moralności pani Dulskiej". Stoi za tym nie tylko jej teatralny dyplom z Polski, ale i wielki smak artystyczny, troska o detal a zarazem rozmach spektaklu. "Lekkomyślną siostrę" oglądamy w pięknej scenografii i w strojach z epoki, na tle muzyki Straussa. Nie chciałbym wyróżnić tu nikogo, cały zespół zapracował na sukces, choć nie jest to praca lukratywna, a wyłącznie ich hobby. Dla większości trupy jest to już drugie przedstawienie, nie są już więc amatorami. Grają wspaniale (podaję wg kolejności w programie): Ewa Kubel, Ryszard Techmański, Marta Druć, Beata Rumianek, Janina Rychcik, Wojciech Druć, Piotr Lemieszek, Felicja Owen, Anna Potaczała. Efektowne kostiumy są dziełem zespołu, pomocą techniczną służył Daniel Surucić. Dodajmy jeszcze, że dyrektorem teatru jest pan Stanisław Mikołajski, a sponsorem pani dr K. Łukaszewicz. Po premierze w Polskim Klubie w Bankstown, następne przedstawienie "Lekkomyślnej siostry" odbędzie się 25 maja w Wollongong. Kolejne spektakle w Marayong, Newcastle, Ashfield, i w Konsulacie Polskim RP. To prawdziwe tournee! Marek Baterowicz Puls Polonii Lipiec 2005 Divertimento Zmieszane Dochodziła godzina 3. Na parkingu przy Klubie Polskim w Bankstown ruch jak diabli. Ludziska się spieszą, bo już za chwilę ma się rozpocząć przedstawienie. A tu jeden drugiemu drogę zagrodził, ani sie ruszyć, ani samochód porzucić...Próbuję się wycofać i, niestety, w czasie wycofki ląduję kuprem samochodu na chropawym murze...Słyszę srebrny jęk lakieru. Cholera, jak ja się będę bawić na tym kabarecie?!!! Ledwie kurtyna się rozsunęła przy dźwiękach „Piosenka jest dobra na wszystko...”, ledwie padły pierwsze słowa, ledwie pacjent w kolejce do dentysty pokazał swą zbolałą gębę, a chór pacjentów zaśpiewał „Ząb, zupa,dąb”----kwiczałam ze śmiechu zapomniawszy o samochodzie. Ludzie, marsz do teatru na Divertimento zmieszane! Na tym spektaklu usmieje się każdy, duży i mały Polak z okolic Sydney. Z rozprutą blacharką i czystym sumieniem polecam Państwu spotkanie z Teatrem Fantazja i Zespołem Razem. Pomysł mariażu tych dwóch zespołów był strzałem w dziesiątkę. Udało się wspaniale. Nie wyobrażam sobie, że zeszli się pierwszy i ostatni raz. Mnie się marzy taki kabaret co dwa miesiące! Dla mnie największą niespodzianką wieczoru była Jola Komincz, której przypadło kilka różnych ról, poczynając od akompaniatorki, po spiewającą i nader zgrabnie po scenie się poruszającą gwiazdą. Jola, jak się okazało, to wspaniały talent kabaretowy. Podejrzewam, że sama siebie zaskoczyła nowo objawionymi talentami. Jakże świetna była jako paniusia odziana w futro w piosence z Kabaretu Starszych Panów – SZUJA. To był interpretacyjny majstersztyk! Tak się zastanawiam, co by to było, gdyby ta powabna, energiczna, i zabawna Jola Komincz połączyła swe siły z kabaretowym „dynamitem” z Newcastle – z piosenkarka Asią Łunarzewską... Chyba by obie rozniosły Sydney, Newcastle i całą Nową Południową Walię! I wespół w zespół, i wespół w zespół co one by wymyśliły?! Chyba najbardziej komicznym momentem spektaklu było pojawienie się na scenie lekarza stomatologii, czyli Beaty Rumianek w roli---dentystki! Sala zawyła ze śmiechu, ja też, choć gdzieś tam w podświadomości kołatał mi się jeszcze obraz poharatanej karoserii. Gdybym była pacjentem, niechybnie zemdlałabym ze strachu przed tą (sceniczną) dentystką, bo to 1) nie chucherko, 2) samouk, który zawodu uczył sie na wsi, eksperymentując z zębami wideł i grabi głownie... Może więc lepiej dać sobie wyrwać ząb za pomocą palmy, jak to robią tubylcy z Oceanii, który to sposób zachwalała paniusia, co w kolejce do dentysty robiła na drutach... a tę paniusię, nota bene, zagrała Janina Rychcik. W ogóle ta poczekalnia to niezwykłe miejsce: śliczna, gibka, roztańczona asystentka (w tej roli Ewa Kubeł) serwuje tu wódeczkę Dryblasowi i zapewnia „działalność rozrywkową” różnym facetom, którzy nie wiedzieć, po co tu przyszli, bo chyba tylko jednego tak naprawdę boli ząb... Ooooch...Ząb zupa dąb... Jest taki zbolaly facet z podwiązaną szczęką (gra go Piotr Lemieszek), który ciągle wyje: O Boże, ja już tego nie wytrzymam! Wraz z wierną narzeczoną chce rzucić się z okna. Narzeczona , owszem, wypadła, ale cała i zdrowa wróciła: ‘Mam słabą grawitację” – mówi grająca tę rolę Bożena Szymańska, a ja kwiczę ze śmiechu, bo sobie wyobrażam, jak Narzeczona bezpiecznie buja się w powietrzu dzięki tej słabej grawitacji, co ma kształt spadochronu. Nikt inny z gabinetu nie ucieknie, bo na schodach warują złe psy: Złoto, Mirra i Kadzidło. Jako się rzekło, reszta to dziwne towarzystwo. Na przykład Dryblas. Spędza tu całe dni tylko po to, aby sobie uświadomić, że jego nic nie boli! Na przykład pijaniutki w dym Krótkowidz (ta rola z prawdziwą ekspertyzą zagrana przez Andrzeja Świtakowskiego). Na przykład Prawdziwy Mężczyzna. To chyba największa rola, jaka do tej pory trafiła siee Ryśkowi Techmańskiemu. Prawdziwy Mężczyzna przychodzi do dentysty, aby sie przekonać czy jest prawdziwym mężczyzną: jeśli przeżyje ekstrakcje totalną, to znaczy, że jest. Jest nim, czy nie jest- oto jest pytanie, na które odpowie sobie każdy, kto pójdzie na kabaret. Czy Techmański zdaje sobie sprawę, ile ma w sobie tej vis comica ? Sam ją wykrzesał, czy też reżyserka w nim ten talent wypatrzyła i wyhodowała? Joanna Surucic to prawdziwa fachmanka, na dodatek osobowość charyzmatyczna i osóbka o perlistym śmiechu. Nic dziwnego, że aktorzy się do niej garną i przy niej kwitną talentami.I to na dodatek przy takim energicznym, jak Staszek Mikołajski, dyrektorze. Myśle, że i Sylwester Gładecki nie podejrzewał w sobie tej siły komicznej , jaka wyszła na jaw na scenie, zwłaszcza u ubranego w piżamę zdradzonego kochanka, co rozpaczliwie stwierdzał „Już kąpiesz się nie dla mnie...” Wszyscy mi się podobali, bawiłam się szampańsko, nie tylko dzięki aktorom i reżyserce, ale także dzięki Leszkowi Szymańskiemu, który zadbał o znakomite nagłosnienie. Nie wiem, jakich to cudów dokonał, widziałam tylko nad sceną sieć mikrofonów...pewnie wypożyczonych za spore pieniądze...Widać wiedział, jak się zabrac do dzieła. Podobno kiedyś w Polsce pracował w telewizji jako inżynier akustyk. No proszę, na emigracji przydaje się każde doświadczenie. Wypada jeszcze złożyć ukłon w stronę Starszych Panów, a zwłaszcza Pana Jeremiego, który zza grobu dba o to, abyśmy - ząb zupa dąb - ćwiczyli polszczyznę na giętkich naszych językach, zwrotka za zwrotką, śmieszną i wiotką, bęc! No cóż, miło było pobawić się szampańsko. Teraz człowiek marzy, aby na nowy program kabaretowy chodzić najdalej co dwa miesiące. Pani Joanno, słyszy to Pani? Ernestyna Skurjat
Divertimento Zmieszane po raz drugi w Kanberze W ubiegłą sobote, to jest 21 pażdziernika 2006 na scenie polskiego klubu “Orła Białego” w Kanberze miałam przyjemność oglądać po raz kolejny przedstawienie sydnejskiego Teatru Fantazja i zespołu Razem “Divertimento zmieszane po raz drugi”. Jest to dwuczęsciowe przedstawienie słowno-muzyczne oparte na tekstach Jeremiego Przybory z “Kabaretu Starszych Panów” z muzyką Jerzego Wasowskiego w adaptacji i reżyserii Joanny Borkowskiej-Surucić . Pierwsza częsć to “ Dwóch mężczyzn idzie drogą służbową” a druga to “Mężczyzna do wzięcia”. Nie wiem, czy zespół chciał się wyjątkowo dobrze tam zaprezentować - wiadoma rzecz - stolica! ale muszę przyznać, że było to najlepsze przedstawienie teatru, które dotychczas widziałam! Witamy prowincje - żartowali stoliczanie, dziękujemy ci za przywiezienie kultury do stolicy. Spektakl bawił, śmieszyl i wzruszał. Głośne brawa nagradzaly dobrze wypunktowane gagi i komiczne sytuacje a szmer podziwu rozlegał się po sali, kiedy do mikrofonu podchodziły w pięknych sukniach panie solistki zespołu “Razem”. Meżczyżna idący drogą służbową w dół (z przyjacielem, bo sam jest zbyt niesmiały) napotyka na drodze rożne postacie, komicznie naszkicowane, aby oddać karykaturalną rzeczywistość minionych lat. Mężczyzna do wzięcia to młody człowiek, na którego zagmatwanej drodze życia staneła nagle pani naczelnik w celach romantycznych i nie tylko.. Na uwage zasługuje wyczyn Bogumiła Drozdowskiego, który za rolę powierzoną mu w zastępstwie na dwa dni przed spektaklem, dostał większe brawa niż za inną rolę, do której przygotowywał się przez kilka miesięcy . Zauważyłam nawet uśmiech na ustach przypadkowego widza – Włocha, który nie zna polskiego, najwyrazniej rozbawionego dowcipami sytuacyjnymi, których śmieszność podnosiło doskanałe zgranie czasowe aktorów i tempo sztuki. Otrzymanie Sydnejskiego Orła najwyrażniej dodało jeszcze skrzydeł Joannie Borkowskiej-Surucić, dyrektorowi artystycznemu teatru, a dyrektor administracyjny Stanisław Mikołajski jak zwykle dopiał sprawy organizacyjne na ostatni guzik. Nic dziwnego, że kierownictwo teatru podjeło decyzje o wystawieniu spektaklu na festiwalu polskiej sztuki POLART, który tego roku odbędzie się w Hobart, Tasmania. Gratulacje dla całej załogi teatru i zespołu Razem! Przedstawienie w stolicy nagrodzone zostało rzesistymi oklaskami i bisem a mnie długo jeszcze w nocy błakał się na ustach refren „Starsi panowie, starsi panowie dwaj”... Była, oglądała i zreferowała ....Jolanta Szewczyk
|
|
||||